Odcinek 35: Jak ci się podoba?, #, 10 wrz.,
Klasyka. Jakieś smyczki. Podniośle. Preisner? Chopin? Nie! To Rubik! Przez otwarte drzwi balkonowe o 7:36 wpada do mnie Rubik. Tak po prostu, bez pukania, tak o, na dzień dobry. Warsaw beat!
Zaraz jednak powraca wspomnienie nocnego telefonu, traumy Marcina Maseraka, zaraz za chwilę pojawia się niczym półprzezroczysty hologram Karol Weiss i już jest prawie na wyciągnięcie ręki, na tle czarno-białej ściany w stylistyce ikei almi dekor czy czegoś mocno nowoczesnego, co jednak oczu nie męczy, ale nawet nie sięgam, żeby go dotknąć, bo dzień zaczynam od kawy, nie od szefa, siadam na łóżku, rozglądam się, kuchnia, czajnik, czyli też pewnie kawa, Rubik przycina zza okna, Karol znika, wychodzę z pokoju, wchodzę do kuchni, otwieram szafkę, wyciągam kawę, nesca, no trudno, czajnik podskakuje jak na starym babcinym piecu garnki z kompotami na zimę, a to jest nowy czajnik, a nie stary, a błyszczący, srebrny, sru, trzy minuty, jest kawa, balkon, bardzo wysoko, piję i to jest właśnie Warszawa, zapomniałem posłodzić, Rubik cichnie, telefon, Karol. Koniec.
- Tak! – mówię głosem warszawskim, pełnym wigoru i pewności sobie.
- Dzień dobry Zenuś, no i jak ci się hotel podoba?
Hotel. Tak, jestem przecież w hotelu, a nie żadnej wynajętej na godziny kawalerce. Szef zafundował mi hotel z aneksem kuchennym, kawą neską, Rubikiem na dzień dobry i niekumatym portierem wpatrzonym w telewizję nawet gdy brałem klucz. Czy znaczy to, że nie mam się tu czuć bezpiecznie?
- Przepraszam, szefie, ale jeszcze się nie obudziłem dostatecznie, żeby odpowiedzieć na to pytanie.
- Nevermind, urwisie – zaśmiał się Karol. – Zadzwonię za pięć minut.
Pięć minut mija za szybko.
- Dzień dobry Zenuś, no i jak ci się hotel podoba?
- Materac jest średniej klasy, to znaczy o twardości poniżej pięciu, a szef wie, że jak coś jest „poniżej pięciu”, to jest gwarancja odleżyn, a w dłuższej perspektywie czasu nieodwracalnych zwyrodnień kręgosłupa? No i ten Rubik za oknem. Szefiem, uwielbiam Rubika, od świętej pamięci matki złapałem Rubikowego bakcyla, choć nigdy nie udało mi się ułożyć kostki, ale do, przepraszam, muszę to powiedzieć, do kurwy nędzy, koleżka, co puścił tego Rubika posuwa kogoś pod prysznicem czy może jest już dead w całości, bo zacięło się w jakiejś drugiej minucie „Psalmu dla ciebie”, a to nie było, szefie nastawione cicho! Oj nie było! Podbite do tego na jakimś subwooferze wielkości skrzynki jabłek. Co robić?
- Zadzwonię jednak za jakąś godzinę, Zenek. W porządku?
- W porządku!
Dzieło trzeba szanować, rozpowszechniać w warunkach mu nie urągających. To tak jak by Matejkę wystawić w oborze, a Preissnera puścić w rzeźni. Podobnie z Rubikiem. Zacinający się Rubik to zamach na Rubika. I cios w serce fana. Dlatego też nie biorę do Systemu zespołów, które w systemowej przestrzeni by się nie odnalazły. Country na przykład, nawet bardzo dobre country nie zabrzmi dobrze w Systemie, bo country potrzebuje odpowiedniej obudowy, kontekstu, oprawy. Obrotowe drzwi, siodła przy barze i kapelusze na ścianach koniecznie drewnianych, ale żadnych paneli. Wydawać by się mogło, że to takie proste, że ważny jest odbiorca i nadawca muzyki. Nie jest tak do końca. Muzyka wymaga odpowiedniego serwunku. Dlatego postanowiłem zejść piętro niżej i zapukać do tego, kto śmiał zbezcześcić „Psalm dla ciebie”.
Odcinek 36.
#