Góra tło
Spojrzenia
Szukaj  

Po koncercie Radiohead


W drodze, fot. B. Kwiaciarz

Ujęcie gonzożurnalistyczne


Wiaderko śliwek, chyba węgierki, nie pamiętam, za jedyne 10 zł, z pierwotną ceną 15 zł przekreśloną, do samodzielnego zerwania. Z drzewa – to podkreślone dwa razy. Zrywam numer, gubię. Po co? To te nieracjonalne zachowania, kiedy zupełnie bez sensu odbierasz chcącemu dorobić działkowiczowi szansę na parę groszy. „Drzewka trzeba pielęgnować - i to też jest praca” – a to z kolei słowa bohatera dzisiejszego artykułu Thoma Yorka, zapytanego w ub. tygodniu przez dziennikarkę „Działki pod miastem” o drugą pasję, czyli ogród, a raczej podręczny, przydomowy warzywnik, który w wolnych chwilach uprawia z żoną

25 sierpnia wypada w Polsce we wtorek. Zgodnie ze wszystkimi wcześniejszymi ustaleniami podjeżdżają i jedziemy w upał. Co się usadowię, to mi współpasażer otwiera okno i znowu muszę się przemieszczać.

Pierwsze rozmowy.
- Tak w ogóle, przepraszamy kolegę-kierowcę, czy kierowca-kolega się nie obrazi, jeśli sobie wypijemy po piwie pif-paf?
W trakcie wypijania padają kwestie okołopoznańskie, przegapiona sprawa w sądzie, dziedziczenie z dobrem inwentarza, oraz okołoniemieckie, czyli jak zrobić dziecku niespodziankę, kupując sobie samochód. Wiesz, synku, synku siostry oczywiście, mam dla ciebie niespodziankę.

Jednak polskie drogi to nie tylko sądy, niespodzianki i samochody, to również rowerzyści. Stanowią realne zagrożenie, a ich pchane wiatrem sylwetki gotowe są na wczepienie się w tira, który mija nas prawie na styk, jest tak blisko jak York w podberlińskim amfitetarze, o czym dowiaduję się kilka godzin później od kolegi spotkanego pod punktem szast-prass, a to, co nas łączy w tym momencie, to koszulki: jego berlińska stylistycznie a’la „In rainbows” w podobie, moja Polaroid Android, czyli też z yorkową kanwą. I nie widać tych 30 tysięcy, choć ponadnormatywne zainteresowanie widzimy na przykładzie kolejek do piwa.

- Nie uważa pan, że Grupa Żywiec zarobiłaby więcej, gdyby postawili cztery namioty, a nie dwa? – pytam mężczyznę stojącego w kolejce, którego ciało porusza się w rytm słów kobiety trzymającej go pod rękę, szatynki w złotych leginsach.
Spogląda z nieukrywanym zainteresowaniem.
- A czy w ogóle sprzedaż piwa na festiwalach ma charakter zarobkowy, czy jest tylko praktyczną i niedrogą jednocześnie formą promocji marki, strategicznie przy tym obliczoną na dłuższy horyzont czasowy? – odpowiada pytaniem na pytanie.
- No co też pan! – odpowiadam i szukam swojej kolejki, po drodze zaglądam do kosza na śmieci (robię tak na wszystkich koncertach powyżej 10 tysięcy, od czasu, gdy kolega znalazł na jednym z niemieckich lewackich megagigów bombę, którą razem zanieśliśmy do biura organizatora, gdzie szybko została rozbrojona, a my pogratulowani z main stage'u), z którego wyciągam przegraną na cd-rom składankę garażowych kapel „The Bends” i jako znalezioną-niekradzioną umieszczam w plecaku, sprawdzając wcześniej, czy nie tyka.


Dokończenie







Naborowska szuka pracy XXX 2010-01-18
Przemek Jurek laureatem Teatr 2010-01-06
Tydzień Schlöndorffa Kino 2010-01-05
Sylwester 2009 Wrocław 2009-12-31
Dużo do przodu (System, odcinek 49.) Książka 2009-12-30
12345678910...