Ujęcie gonzożurnalistyczne - dokończenie
Nie wszyscy, którzy mają koszulę w kratę, są tymi, którzy zajęli miejsce w kolejce, o czym przekonuję się, myląc kolejki i o mały włos z kolejki nie wypadam, a zainwestowałem w nią ponad dziesięć minut i już jestem pewien, że Moderat przelatuje mi bokiem, już obchodzę się smakiem, gdy znowu okazuje się, że ucieka mi tylko „A new error”. Stratę tę wynagradzam sobie słowami następującymi:
- Poproszę dwa piwa!
Mężczyzna nalewa dość ostrożnie; nie mam wątpliwości, że tym razem nie zostałem naciągnięty, choć cena kubka (plastikowego! – sprawdzam, czy nie da się go ugryźć, trzymam też dłużej w ustach, czy aby się nie rozpuści) jest niebezpiecznie wysoka.
- Nie sądzi pani, że piwo jest za drogie? – pytam kobietę z czterema piwami.
- Faktycznie – mówi. – Ale warto! Gdyby był to Feel albo Coma jakaś, dajmy na to, cena skalkulowana na poziomie siedmiu złotych byłaby przesadą, jednak Radiohead… na Radiohead jestem w stanie zapłacić nawet osiem.
Robię małą sondę: na jakim wykonawcy jesteś w stanie wydać najwięcej na piwo.
- Helmet i Totimoshi, gdyby po dwie dychy było, bym kupił!
- U2! Tak mi się chciało pić, że każde pieniądze bym oddał za bezalkoholowego bronksa, bo byłem furą.
- Nie piję piwa na koncertach.
- Nie piję w ogóle.
- Piątka maks. Jak jest droższe, nie piję.
To pierwszy od czasów Bowiego koncert, na którym nie mam aparatu; osiągnąwszy więc szczyt desperacji spotęgowany błyskającymi zewsząd fleszami, wyciągam z kieszeni telefon, rozglądając się przy tym dyskretnie, czy nikt nie widzi tego, jak opisują to współtowarzysze podróży, upadku, a że widzi, doklejam sobie sztuczny wąs a’la Piłsudski, który zasłania mi górną wargę, i robię zdjęcie z końca trzeciego sektora. Twarz Thoma jest wyraźna i ostra, odmalowana delikatnym fioletowym światłocieniem i nawet ta mała żyłka na czole, która pulsuje zazwyczaj między drugą a trzecią minutą koncertowych wykonań „Idioteque” zostaje uchwycona. Za chwilę spoglądam raz jeszcze na zdjęcie i widzę fioletową kulę, która jawi mi się jako XXI-wieczny suprematyzm koncertowy i taką etykietką opatruję to zdjęcie będące jednocześnie głębokim ukłonem w stronę Kazimierza Malewicza, bo fioletowa kula jak roztrzaskana o ziemię niezerwana strząśnięta wiatrem śliwka węgierka jawi mi się jako taka właśnie so fucking special ekspozycja białego kwadratu na czarnym tle.
Benek Kwiaciarz
System. Od zera do trendsettera - powieść w odcinkach o muzyce i rynku muzycznym